Od Hope cd. Iwo

Wysłuchałam jego opowieści i powoli do mnie wróciło, co się wydarzyło. Mój strach był powodowany tym monstrum, który przybrał wygląd Stinga... Bałam się, że to może się powtórzyć, że każdy jest tym potworem... Złapałam się za głowę i syknęłam... Iwo natychmiast znalazł się obok mnie i patrzył ze zmartwieniem na mnie. Uspokoiłam go..,
- Teraz pamiętam... - powiedziałam niepewnie...
Iwo widocznie posmutniał... On myślał, że to jego wina, że się boję.... Nie wytrzymałam i się wtuliłam w niego z płaczem... Chłopak był zaskoczony, ale mnie mocno objął chcąc mnie uspokoić.. - Teraz wiem, czego tak na prawdę się bałam.... Bałam się, że każdy może być tym potworem, który przybrał wygląd Stinga .. - wyjaśniłam przez łzy
Iwo pocałował mnie w czoło i wrócił ze mną do domu. Szybko zasnęłam w objęciach Iwo, który położył mnie do łóżka i okrył kołdrą. Obudziłam się po godzinie, ale nikogo nie zastałam w domu... Czy ja nadal śnie?  Nie wiem.. Byłam w dziwnej krainie, wszędzie było ciemno... A przede mną był jakiś budynek, coś na wzór zamku... Niepewnie poszłam w jego kierunku... Droga bardzo mi się dłużyła. Szczerze bałam się, ale coś mi mówiło bym weszła do niego. Ostrożnie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wszędzie panowała cisza i spokój. Nie podobało się mi to. Jednak we wnętrzu ala zamku panował mrok i trudno było coś zobaczyć przez to. Przełknęłam ślinę i ruszyłam przed siebie, stawiając ostrożnie kroki by w razie czego nie obudzić kogoś lub czegoś, kto lub co mogło tu mieszkać.  Nic jednak na mnie na chwilę obecną nie wyskoczyło, ale to zawsze mogło się zmienić, lecz liczyłam, że tak zastanie, przecież mówi się: "Nadzieja matką głupich". Marne pocieszenie, ale zawsze jakieś, czyż nie?  Ruszyłam przed siebie, obserwując czujnie otoczenie. Czułam, że błądzę jak w labiryncie... Miałam wrażenie, że mijam już po raz setny te same drzwi.... Po kilkunastu minutach znalazłam schody na górę i na dół .... Na początku chciałam iść na górę, lecz usłyszałam jak ktoś lub coś schodzi, więc szybko i najcichszej zejść na dół, ale to był błąd! Ten ktoś lub to coś nie było samo i szło na dół! Gorączkowo szukałam kryjówki,  jednocześnie starając się nie robić przy tym hałasu...  Znalazłam jakąś starą szafę, więc bez zastanowienie schowałam się w niej...  Do pokoju, w którym byłam schowana weszło dwóch mężczyzn... Jednym z nich był mój ojciec - rozpoznałam go po głosie - a drugiego nie znałam... Oni rozmawiali o mnie!  Przełknęłam ślinę i delikatnie uchyliłam drzwi, by móc bardziej usłyszeć ich rozmowę...
- Pamiętaj, co obiecałeś mi w zamian za to - rzekł nieznajomy do mego ojca
- Wiem, ona będzie twoja, więc będziesz mógł z nią robić co chcesz..  - odparł mój ojciec. 
O co im chodziło? Dlaczego oni chcą mnie? Zwłaszcza ten nieznajomy.... I czemu mój ojciec obiecał mnie dla tego mężczyzny?  Niepotrzebnie chciałam jeszcze bardziej się wychylić, bo wypadłam przed nogami nieznajomego...
- O wilku mowa - rzekł ten mężczyzna i mnie złapał za włosy oraz podniósł.
Spojrzałam się na niego ze strachem i łzami w oczach... Ojciec się śmiał, a ten drugi patrzył na mnie obleśnym wzrokiem.... Bałam się, tak strasznie się bałam..... Próbowałam się wyrwać, ale po chwili znaleźliśmy się w innym pokoju.... Tym razem w pokoju obecna byłam ja i on, sami...  Co się dzieje?! pomyślałam ze strachem... Chłopak rzucił mnie na łóżko i walnął się na mnie, a potem nastała ciemność..
- HOPE!!!! - usłyszałam jak ktoś krzyczy moje imię i poczułam jak ta osoba mną potrząsa...
Ocknęłam się, byłam zlana potem i płakałam... Iwo był przerażony, szybko mnie objął i poczekał aż się uspokoję...  Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to była wizja.... Opowiedziałam wszystko Iwo przez łzy....

<Iwo??? Tym razem to ty mi wybacz >

<Następne opowiadanie>
Ilość słów: 610

Od Atalii cd. Kaia


Mogłam po prostu go olać, zostawić i pójść załatwiać własne sprawy. Mogłam uniknąć męki jego towarzystwem, ale nie, stwierdziłam, że dobrze byłoby się dowiedzieć, co słychać w trawie, jak mróweczki sobie radzą. Powoli zaczynałam żałować swojej decyzji. No cóż, z każdą chwilą chłopak udowadnia mi, że jednak nie jest godny na interakcje ze mną. Trzymaj tak dalej, a zaczniesz obwiniać siebie, że zwaliłeś sprawy i zniechęciłeś do siebie tak cudowną osobę, jaką jestem ja. Spojrzałam, jak nerwowo głaskał swoją wiewiórkę, czekając na cokolwiek z mojej strony. Ten jego szczur był irytującym jednostrzałowcem, wystarczyło mocniej go złapać i byłoby po problemie. Wciąż słyszę to piszczenie i wygląda na to, że dzwonić w mojej głowie będzie jeszcze przez bliższy czas. Zlustrowałam ich spojrzeniem.
– A ty co robisz, kiedy czujesz zagrożenie? Grzecznie czekasz, aż ktoś wbije ci nóż w plecy, serce, wątrobę? – Prychnęłam. – Tylko się broniłam, więc twój gryzoń jest sobie sam winny tego, że prawie został uduszony.
– Naprawdę sądzisz, że tak małe, słodkie i urocze zwierzątko mogłoby ci wyrządzić krzywdę?
– Opierasz się na pozorach? – odparłam pytaniem bez chwili zastanowienia. – Skąd mam wiedzieć, czy przypadkiem nie jest to coś zaklętego w drobną postać, a zaraz przypadkiem zamieni się w monstrum, które będzie wykazywać się zdolnościami ponad moje umiejętności?
– Nie miał przecież złych zamiarów. – Dalej ją miętosił. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, jednak nie dałam mu się odezwać ni słówkiem.
– Nie obchodzi mnie to. Zaskoczył mnie, więc potraktowałam go tak, jak go potraktowałam. Jeśli masz zamiar dalej to roztrząsać, daruj sobie. To mnie nie interesuje.
Skinął głową na znak, że zrozumiał. Nie wiedziałam, co w tej chwili sobie o mnie myśli i szczerze mówiąc, niezbyt to mnie obchodziło. Irytujące i męczące, dałam mu szansę, a on tak po prostu ją marnuje. Zróbmy coś, bo się nudzę? I co ja mam mu z tym zrobić? Ach, no tak. Ja powinnam coś wymyślić, a on z uśmiechem na twarzy stwierdzi, że to dobry pomysł i można spróbować to zrobić. Może powinnam go przegonić już na początku? Tak byłoby najodpowiedniej. Założyłam ręce na karku i spojrzałam mu prosto w oczy, szykując się do szorstkiego i chłodnego powiedzenia: "do widzenia Kai", ale chrząknął i zaczął coś nieśmiało jąkać. Zapytał mnie, czy ja posiadam jakiegoś zwierzaczka. Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, co mam sądzić o jego pytaniu. Niby zwykłe, normalne, ale jednak jakoś było mi dziwnie na nie odpowiadać. No tak, w końcu do mojego zwierzaka mam więcej szacunku niż dla zwykłej mrówki typu Kaia i dla mnie jest bardziej ludzki od większości ludzi. Mocna i silna więź z pupilem nie jest zła, ale chyba w moim przypadku jest to dość niezdrowe. Fajno, fajno, że tak bardzo kocham mojego ogara, ale jednak to tak trochę niezdrowo.
Spojrzałam raz jeszcze na jego wiewiórę i prychnęłam na jej widok. Ogólnie nic nie mam do małych i uroczych zwierzątek, ale raczej nie są z mojej bajki. Tocząc pojedynek, nie mam zbytnio czasu na to, by zajmować się moim towarzyszem, a mając u swego boku tak coś małego, prędzej bym się martwiła, czy przypadkiem na niego nie nadepnę, czy coś... Titi zupełnie różni się od mojego Viena. Jest uroczy, słodki i gdyby się dłużej zastanowić, szkoda by go zabić... To takie awww stworzonko, a mój pupilek, o ile można go nazwać pupilkiem... Coś na kształt wilka odstrasza i gnębi, raczej nikt nie chciałby spotkać. W dodatku ładniej by wyglądał jako trofeum na ścianie.
– A więc?
– Chcesz go poznać? – zapytałam, nie zwracając uwagi na to, że wciąż mu nie odpowiedziałam na wcześniejsze pytanie.
– Czyli jakiegoś masz? – Podrapał się po brodzie. – Myślę, że to nie jest zły pomysł. W sumie i tak nie mam nic do roboty. – Uśmiechnął się do mnie delikatnie. Zauważyłam, że stał się również trochę mniej spięty.
– Ale... Musisz się czegoś pozbyć. – Westchnęłam, rozprostowując kości. – Tak jak i ja, gardzi słabeuszami, a jemu z kontrolą nieco gorzej idzie, a więc muszę sprawdzić... Jak sobie radzisz w walce.
Chłopak zadrżał. Przestraszył się? Nie, raczej było mu zimno... Ale na wszelki wypadek, pozwoliłam sobie go uspokoić. Nie będzie walczył ze mną. Nie mam chęci na tak nudny pojedynek. Znajdziemy zaraz jakiegoś leszcza, który jest mniej więcej równy poziomowi Kaia i zobaczymy, co z tego wyjdzie. No chyba, że stracił zainteresowanie mną i moim Vienem.

Kai?
Ilość słów: 719

Od Natsu cd Lucy

Czułem, że Lucy mi nie wybaczyła do końca, więc nie chciałem by zmuszała się do seksu ze mną, aby pokazać mi, że wybaczyła. Położyłem ją na bok, a sam przewróciłem się na bok. Nie mogłem jakoś tak po prostu zapomnieć, że nawet nieumyślnie ją zraniłem... Zasnąłem pełen obaw o naszą przyszłość...
~**~
Wstałem wcześniej i zająłem się dziećmi by Lucy mogła pospać dłużej niż zazwyczaj. Moja intuicja mówiła mi bym na jakiś czas zniknął. Zwłaszcza po liście, który zastałem pod drzwiami i był zaadresowany do mnie.  Nie było podpisu od kogo ten list.. Spojrzałem tylko, czy Lucy śpi i nie zajrzy mi przez ramię by zobaczyć, co jest napisane. Rozpoznałem pismo, które należało do mojego dawnego przyjaciela... Pokłóciliśmy się o pewną sprawę... Mieliśmy inne zdanie i tak jakoś wyszło... Chciał się ze mną spotkać...Dlaczego? Po tym jak Lucy się obudziła, oznajmiłem, że muszę wyjść. Nie pytała mnie dokąd, co mi trochę ulżyło. Podróż na pewno zajmie mi dzień, góra dwa dni marszu. Chciał się ze mną spotkać w naszym ulubionym miejscu za dzieciaka.

~Dwa dni później~
Dotarłem na miejsce w południe i wszedłem do opuszczonego zamku. Nie myliłem się, siedział na połamanym filarze i wpatrywał się w sufit. Zauważył mnie. Podszedł do mnie i podał mi rękę na powitanie. Było dość niezręcznie, po tylu latach się spotkać.. Od czego powinienem zacząć rozmowę?
- Sporo czasu minęło odkąd tu byliśmy, a nic się nie zmieniło. 
- Masz rację. Jak Ci się wiedzie? - spytał
Opowiedziałem mu o tym, że wziąłem ślub i mam dwójkę szkrabów. Andre nie mógł uwierzyć mi... Szczerze nie dziwię się mu. Kto by pomyślał, że ja będąc narwanym chłopakiem znajdę kogoś kto mnie usidli... A tu jednak... Lucy jest wyjątkowa...  Andre zobaczył, że jeszcze coś mnie trapi. Opowiedziałem mu dalsze moje losy. Po usłyszeniu do końca mojej opowieści usiadł obok mnie i westchnął... 
- Kobiety to przebiegłe istoty. - rzekł
Miał rację, ale Lucy taka nie była. Lucy to miła i bardzo uczynna osóbka o wielkim sercu.  A ja ją skrzywdziłem i nie mogłem sobie tego wybaczyć. Może z tego powodu trudno mi spojrzeć w jej oczy, bo widzę w ich ogromny ból i cierpienie.  Andre wyrwał mnie z rozmyślań przechodząc do sedna sprawy, po co się tu spotkaliśmy.  Poprosił mnie o wspólne wykonanie nieoficjalnej misji. Zaciekawiło mnie to. Zacząłem go słuchać o wiele uważniej. Miał pomóc pewnej biednej wiosce, której nie było stać na złożenie oficjalniej misji... To smutne.  Postanowiłem mu pomóc, więc się zgodziłem. Mieszkańcy mieli problem z jakimś duchem... Nie chciało mi się w to jakoś wierzyć. Dla mnie duchy, oprócz Gwiezdnych Duchów Lucy to w inne nie wierzę. Jednak wiedziałem, że wszystko może być możliwe i wydarzyć. Od razu ruszyliśmy w kierunku tej wioski, po drodze wspominając  stare, dobre czasy przy tym śmiejąc się.  Po dotarciu na miejsce mieszkańcy przyjęli nas z uśmiechem na ustach mimo bladych bladych i przerażonych twarzy. Nie miałem serca by odmówić im. Potem dowiedziałem się, że Andre niedaloko mieszka.  Zaczęliśmy słuchać opowiadań mieszkańców jak jakaś zjawa damy zjawia się tutaj o północy i lamentuje w poszukiwaniu czegoś... Może udałoby się z nią porozmawiać? Może coś zgubiła i przez to nie może odejść z tego świata? Znalezione obrazy dla zapytania ghost lady fantasyBędziemy mieli przynajmniej jakiś punkt zaczepienia podczas tego śledztwa.  Czekaliśmy na północ, aż prawie usnęliśmy. W końcu się pojawiła, a wraz z nią mgła. Miała długą czarną suknię i tego samego koloru włosy. Poruszała się spokojnie i była zamyślona. Nie mogłem uwierzyć, że prawdziwe duchy istnieją na prawdę. A tu mam dowód tego! Lucy nie uwierzy w to jak jej opowiem! Jednak trzeba było się otrząsnąć i wziąć się za robotę... 
- Em.. Hej... - zacząłem
Duchowa dziewczyna spojrzała na mnie w milczeniu... Aż mnie ciarki przeszły! 
- Czego szukasz? Dawno już nie ma Cię na tym świecie - zaczął Andre. 
Szukała obrączki po zmarłym mężu by móc się z nim połączyć po śmierci.. To było słodkie i romantyczne wbrew pozorom.  Poprosiliśmy by opowiedziała, gdzie ostatni raz była z nim. Przyjęła naszą pomoc, co przyjęliśmy z uśmiechem ruszając do katedry. Przeszukaliśmy ją, ale nic nie znaleźliśmy.  Nagle przed nami stanął jakiś mężczyzna. 
- Czego szukacie w tym splugawionym miejscu? - spytał
Coś czułem, że będą z nim problemy. Andre wyjaśnił co robimy, a ten wybuchnął śmiechem i pokazał obrączkę. 
- Niech cierpi tak jak ja. Odrzuciła moją miłość, to ja jej nie pozwolę spotkać się z jej ukochanym. - warknął
Nie było wyjścia, musieliśmy siłą odebrać  obrączkę od niego.  Zaatakowałem go Ognistym Skrzydłem Smoka, zrobił unik, ale z drugiej strony wziął go Andre. Z dwoma Zabójcami Smoków nie miał szans.Mimo to był wytrzymały, więc walka trwała dłużej niż przewidywaliśmy, ale zdobyliśmy obrączkę. Znaleźliśmy tą damę i jej oddaliśmy zgubę. Po otrzymaniu obrączki zniknęła, a wraz z nią mgła. Wypełniliśmy nasze zadanie.  Mieszkańcy następnego dnia świętowali i dziękowali nam. Odbyła się z tej okazji spora zabawa.  Mieszkańcy dali mi ciuchy na przebranie, na głowę nałożyli pióropusz, na ramionach jakieś bransoletki mi nałożyli oraz pomalowali mi twarz. Podobało mi się to. Bawiłem się świetnie. Jednakże w pewnej chwili Andre zniknął, ale go znalazłem. Siedział pod drzewem. 
- Może zostaniesz? - spytał
- Muszę wracać - odparłem
- Wcale nie musisz. Przydałby Ci się trening. Atlas Flame mnie trenował, więc mógłbym Cię nauczyć kontroli nad piekielnymi płomieniami.
Kusząca propozycja! Może taka separacja nam z Lucy się przyda i pozwoli nam świeżo spojrzeć na nasze małżeństwo... Ale co z dziećmi?  Mam rodzinę i obowiązki wobec niej... Moje rozmyślanie przerwało pojawienie się tego samego mężczyzny. 
- Pożałujecie tego, że ze mną zadarliście. - po tej groźbie zniknął.
Po jego słowach zdecydowałem się zostać z Andre by trenować i go znaleźć w celu pokonania na dobre jego.

~Rok później~
https://i.pinimg.com/originals/98/dd/06/98dd0622a1b09b7c5684388586145c1d.jpgJuż od roku nie kontaktowałem się z Lucy, bo się bałem, że może się jej lub dzieciom coś się stać. Można powiedzieć, że lekko się zapuściłem. Miałem dłuższe włosy, które byłem w stanie związywać w kitę, ale najczęściej były rozpuszczone. Podobała mi się ta fryzura i długie włosy. Nauczyłem się posługiwać Piekielnymi Płomieniami oraz pokonaliśmy tego mężczyznę, więc nie musiałem się już obawiać o bezpieczeństwo swej rodziny.  Wróciłem do domu i spojrzałem na Lucy, która była zaskoczona moim wyglądem i była zła... Opowiedziałem jej czemu mnie nie było przez rok...




<Lucuś????>

<Następne opowiadanie>
Ilość słów: 1030

Od Laxusa cd. Raito

<Poprzednie opowiadanie>
Po oprowadzeniu chociaż kawałek Rai poszedłem do gildii w celu znalezienia jakieś misji. Evegreen  pogratulowała mi wreszcie odwagi, Bisclow coś tam się powyśmiewał, ale też życzył mi powodzenia. Fried płakał z niewiadomych przyczyn dla mnie, ale on zawsze był dziwny.  Wziąłem szybki prysznic,a następnie się położyłem spać. Miałem okropny sen, śniło mi się, że ktoś krzywdzi Raito, a mnie nie ma przy niej. Tak koło północy ktoś dobijał się do moich drzwi. Lekko zaskoczony, kto może być o tak późnej porze,lecz miałem okropne myśli i przeczucia... Mówiąc szczerze obawiałem się otworzyć drzwi. Po otworzeniu drzwi zastałem matkę Rai i Yoake. Matka Rai zaczęła chaotycznie opowiadać, co się stało. Jedną rzecz zrozumiałem, że Rai jest w wielkim niebezpieczeństwie, więc ruszyłem natychmiast z odsieczą. Szczerze nie zastanawiałem się jak silny może być ten demon, bo dla mnie liczyło się bezpieczeństwo Rai... Nie pozwolę jej zginąć, choćby za cenę mojego życia. Po dotarciu na miejsce, mogę rzec, że w ostatniej chwili uratowałem Rai od śmiertelnego ciosu. Spojrzałem się na nią, nie wyglądała mi na śmiertelnie ranną, ale na wyczerpaną i poturbowaną. Rozpętała się wyrównana walka,choć demon był silniejszy ode mnie. Jednakże to on był moim przeciwnikiem i nie pozwoliłem Raito się wtrącać,gdyż zaczęła wstawać. Pokryłem swoje ciało błyskawicami i zaatakowałem salwami różnych ataków. Walka była długa i nużąca. Dosyć łatwo pokonałem jego sługusów,których wysłał na mnie  samą magią błyskawic, że tak to nazwę. Po pokonaniu ich został sam demon. Powiedział mi bym sobie odpuścił, bo i tak przegram z nim walkę. Gdy miałem zamiar już zaatakować demona, zostałem zaatakowany od tyłu, ale Rai mnie ochroniła. Kazałem
Rai zaczekać, ponieważ zaatakuje w innym momencie. Spojrzała zaskoczona, ale kazałem jej użyć swej magii, a sam zaatakowałem przeciwnika piorunem, ale na nim nie zrobiło to wrażenie, a nawet się uśmiechem. Był szybki i zmierzał w kierunku Rai. Krzyknąłem by zrobiła unik, bo martwiłem się, że coś mogło mej lubej się stać. Zasłoniłem ją w ostatniej chwili i oberwałem dość mocnym atakiem. Stanąłem nieźle wkurzony i użyłem wściekłego piorunu na przeciwniku, który po tym ataku powinien polec, ale tak się nie stało. Cholerny uparciuch z niego...   Obserwowałem go i zauważyłem małą ranę, może gdybym w niego trafił to bym go pokonał? Musiałem tylko celnie wycelować podczas, gdy on ruszył na mnie... Raito krzyknęła bym się odsunął, lecz nie miałem zamiaru tego zrobić.  Użyłem Sięgającego Nieba Oszczepu Smoka Piorunów, który trafił w jego ranę... Demon padł i znikł po chwili. Uznałem to, że udało mi się go pokonać.  Ruszyłem w stronę Rai, objąłem ją ręką i zaprowadziłem do domu,  gdzie jej matka z Yoake była.  Pomogłem matce Rai w leczeniu Rai. Chociaż Porlyusica najlepiej by jej pomogła od nas, ale nigdzie jej nie mogłem znaleźć. Dziewczyna przespała dwa dni, a gdy się obudziła czułem ulgę i radość.  Pocałowałem ją i objąłem.
- Jesteś już bezpieczna, Rai... - szepnąłem
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i objęła mnie, wtulając twarz w mą klatkę piersiową. Głaskałem ją po głowie, czekając  jak sama zdecyduje kiedy mi wszystko powiedzieć. Nie chciałem jej zmuszać do niczego.... Raito wiedziała, że może na mnie liczyć. 

<Raito??? Nie uśmiercaj jej >

<Następne opowiadanie>
Ilość słów: 508

Od Iwo c.d: Hope

                                                     >poprzednie opowiadanie<

Widziałem że dziewczyna chce mi coś powiedzieć ale zanim wydobyła ze swoich ust jakikolwiek dźwięk podszedł do nas niespodziewanie Sting i poprosił Dziewczynę o udanie się z nim.
Nie przeszkadzając im wstałem i jak zbity pies ruszyłem w drogę powrotną do swojego domu.
Nadal widziałem ból w jej oczach, w cale nie tak miało to wszystko wyglądać.
Mam nadzieje że dziewczyna pozwoli mi wszystko wyjaśnić, może mi wybaczy ?
Odszedłem dobre parę naście metrów gdy usłyszałem przeraźliwy krzyk Hope, co jej się dzieje ?!
Zawróciłem i w błyskawicznym tempie ruszyłem biegiem z której usłyszałem krzyk.
Niestety gdy dobiegłem jedyne co ujrzałem to porwaną dziewczynę przez jakiegoś ...pff...no nawet nie wiem jak to nazwać. Zwierzę poszybowało w gorę a ja jedynie mogłem się temu przyglądać..
Muszę ją znaleźć...muszę ją odnaleźć...
Zacząłem gwizdać i z za drzew wybiegła Odala a tuż za nią Alfaar. Ogier za trzymał się przy mnie a ja zwinnie na niego wskoczyłem.
Ruszyłem galopem za tamtym dziwnym stworzeniem, jeżeli będziemy wystarczająco szybcy może uda nam się nie stracić z oczu Hope.
Koń przyspieszał z każdą chwilą coraz bardziej, omijaliśmy zwinnie każde drzewo. W pewnym momencie wyjechaliśmy na dużą i pustą przestrzeń gdzie dałem znak łydkami by Faar przyspieszył jeszcze bardziej. Czułem jak jego każdy mięsień zaczyna coraz mocniej pracować. Z każdym metrem nasza prędkość się zwiększała, z każdą sekundą doganialiśmy to dziwne zwierzę, mam nadzieję że nie będzie chciało nam przeszkodzić.
W pewnym momencie za mocno zapatrzyłem się w tego stwora i gdy Faar wybił się do skoku przez zwalony pień zachwiałem się niebezpiecznie do tyłu co spowodowało że koń stracił równowagę i o mało co nie wywalił się lądując.
- Przepraszam-poklepałem go po szyi nadal pilnując by jechał równym tempem.
Odala cała szczęśliwa z powodu tego że coś się dzieje wyprzedziła nas o parę metrów, w długich trawach dało się ujrzeć jej falujące uszy, nic więcej.
Gdyby nie sytuacja w jakiej się znalazłem byłbym w swoim żywiole, uwielbiam prędkość i dreszczyk emocji...
Popatrzyłem do góry gdzie powinien znajdować się zwierz ale go nie ujrzałem, gdzie on jest ?!
Panicznie zacząłem się rozglądać a gdy zobaczyłem go po swojej lewej wymusiłem na koniu ostry zakręt prawie o sto osiemdziesiąt stopni, Faar zarył kopytami w ziemi i ślizgając się posłusznie wykonał zadanie. O mały włos się po raz kolejny nie wywaliliśmy.
"Uważaj" - odezwał się w moich myślach Alfaar
- Wiem-odpowiedziałem
"Spokojnie, nie zgubimy ich"
- A z kąt masz taką pewność ?
" W końcu jestem najszybszym koniem z wszystkich, już zapomniałeś ?"
- Nie...
" Wyczuł nas !"  Tym razem to był głos Odali " Musimy być ostrożni"
- Jak bym tego nie wiedział-odpowiadam jej
Ale po kolejnej godzinie pościgu zwierz wcale nie chciał nas atakować, doskonale zdawał sobie o nas sprawę ale nic z tym nie robił. To dobrze czy źle ?
Gdy zwierze w końcu wylądowało ja też zwolniłem, nie chciałem od razu im się pokazywać...
                                                                  ***
Mięło kolejne parę dni w których poznałem mężczyznę który opiekował się Hope. Codziennie do niej przychodziłem gdy była nie przytomna, podobno może mieć zaniki pamięci, nie będzie mnie pamiętać. Ale podobno z każdym dniem ma się jej poprawiać. Nie wiem po co to ale mężczyzna nie chce mi udzielać żadnych odpowiedzi. Kolejne dni przynoszą tylko rozczarowania bo nawet jeżeli Hope już jest przytomna wcale nie chce mnie widzieć ani choć by zamienić dwóch słów. Mężczyzna powtarza żebym uzbroił się w cierpliwość ale to za każdym razem boi gdy widzisz jak cała się spina albo przyśpiesza jej oddech na sam dźwięk mojego głosu. Ona się po prostu mnie boi...ale po prostu przeczuwa co jej zrobiłem...tego nie wiem...
Ja na prawdę chcę jej wszystko wyjaśnić, ja na prawdę coś do tej Dziewczyny czuję, nie chce by przez to co się stało mielibyśmy się przestać spotykać. Jeżeli zraniłem ją tak że juz nigdy mi nie zaufa i nie będzie chciała ze mną być jako partnerka to chce być chociaż jej przyjacielem. Wiem...będzie bolało...ale ja na to zasłużyłem.
Po raz kolejny zapukałem do drzwi ale gdy je otworzyła i mnie w nich zobaczyła kompletnie nie chciała niczego słuchać. Moje serce po raz setny rozprysło się na miliony szklanych odłamków.
Po moim policzku popłynęły łzy...łzy bólu...czemu to tak musi boleć ?
Wyszedłem na pole i stanąłem przed Odalą.
- Nie udało się...-usiadłem na trawie i zacząłem głaskać ją po łbie
Co ja mam zrobić by z nią móc porozmawiać ? By powiedzieć jej wszystko i żeby przestała się mnie bać ?
Przez chwilę główkowałem aż w końcu usiadłem pod drzewem, poczekam sobie tutaj na nią nawet jeżeli zajmie mi to kilka dni. A jak już wyjdzie to wszystko jej powiem choć bym miał użyć siły by choć na chwilę ją zatrzymać przy sobie...
Po kolejnych sześciu godzinach Hope wyszła z budynku na sam jej widok moje serce zabiło mocnej. Tym razem uda mi się !
Szybko do niej podszedłem od tyłu
- Możemy porozmawiać ?-odezwałem się na co dziewczyna się spięła i przywaliła mi nogą prosto w brzuch
Zgiąłem się w pół i upadłem na chodnik
- Zostaw mnie -mówi
- Ale ja chce z Tobą porozmawiać, czemu mnie cały czas unikasz ?-mówię z trudem
Widzę w niej niepewność....
- Nie możesz choć raz mnie wysłuchać ? Wysłuchaj co mam Ci do powiedzenia a gdy skończę sama zdecydujesz co dalej...jeżeli nie będziesz chciała mnie znać to..to to uszanuję i nie będę Ci więcej wchodził w drogę. Proszę !-mówię pośpiesznie bojąc się że zaraz mi ucieknie i moja szansa znowu przepadnie a tego bym już nie zniósł...
Dziewczyna przez chwilę na mnie patrzy analizując wszystko w myślach a ja nadal klęcząc z opuszczoną głową czekam na jej decyzję.
- Dobrze...-mówi niepewnie- Ale nic mi nie zrobisz ?
Od razu podnoszę wzrok i napotykam jej śliczne oczy wpatrujące się we mnie z obawa
- Nie, nigdy bym Cię nie skrzywdził...-szepczę- Usiądziemy tam ?-wskazuję na ławkę
Oboje podchodzimy tam i siadamy po dwóch końcach ławki daleko od siebie, zaczynam wszystko od początku. Mówię jej jak tutaj trafiłem i jak się poznaliśmy, opowiedziałem jej wszystkie nasze przygody ze szczegółami, nie omijam niczego. Opisuję wszystko aż w końcu opowiadam jej o tym przeklętym wieczorze...nie mogę powstrzymać łez...tym razem nie czekam i opowiadam jej czemu tak postąpiłem że wcale tego nie chciałem tylko to cholerne wspomnienie...
I teraz siedzę skulony patrząc nieśmiało w jej stronę, teraz okaże się czy mi wybaczy czy znienawidzi...

Hope ?

ilość słów: 1056

>przepraszam że tak musiałaś na to długo czekać :> mam nadzieję że Ci się spodoba :3<





Od Hope cd Iwo

Wybiegł... Chciało mi się płakać... Nie rozumiem czemu mnie pocałował? Chciał mnie upokorzyć? Pokazać jaka jestem naiwna? Ubrałam się i postanowiłam, że już z Iwo nie będę trenować i najlepiej będzie jak zamieszkamy osobno.  Poszukałam go i znalazłam w lesie... Płakał.. Nie wiem czemu, ale położyłam swoją dłoń na jego ramieniu, a on spojrzał się na mnie... Chciałam coś powiedzieć, gdy pojawił się Sting.
- Tu jesteś. Mistrz Cię wzywa. - po tych słowach pokazał bym poszła za nim.
http://www.notodoanimacion.es/wp-content/uploads/2015/08/zbrush.jpgPosłuchałam go, wiedząc iż mistrz nie lubi czekać. Iwo podczas naszej rozmowy zniknął... Kątem oka dostrzegłam to stworzenie, które wyglądało, że nie ufa Stingowi. Nie rozumiałam czemu.... Po chwili Sting przystanął i spojrzał na mnie dziwnie... A po chwili inaczej wyglądał... Wyglądał przerażająco! Nie miał oczu, a na głowie miał cztery duże rogi, a na czole mniejszy kolec czy coś w tym rodzaju.  Posiadał skrzydła...Jednakże miał ostre zęby, które mogły za jednym zamachem mnie rozszarpać... Co to było?! Byłam okropnie przerażona, że nawet nie byłam w stanie się ruszyć czy krzyknąć. Stałam jak sparaliżowana, podczas gdy to coś się do mnie zbliżało...  Czułam jak nogi uginają się pode mną i odmawiają mi posłuszeństwa. W oczach stanęły mi łzy i czułam, że tracę przytomność... Muszę coś zrobić, https://www.wallpaperup.com/uploads/wallpapers/2013/05/09/83921/de744b3235634dc8b1cfa50efd067231.jpgmuszę.... W końcu udało mi się krzyknąć, przez co to coś rzuciło się na mnie. Na szczęście na ratunek przybył Dei i nie był sam... Obok niego pojawiło się coś w stylu lisa czy wilka o sześciu ogonach i rogach na głowie. Miało to coś dziwne znaki na ciele i o wiele bardziej znajome się wydawało niż Dei. Ostatnimi siłami widziałam biegnącego Iwo w moim kierunku i tego "wilka" jak chwyta mnie w paszcze i znika oraz krzyk Iwo, który krzyczy moje imię w rozpaczy.  
~Kilka dni później~
Obudziłam się w nieznanym sobie miejscu... Obok mojego łóżka leżał ten wilk. Nie wiedziałam, gdzie jestem i jak długo. Przypomniałam sobie, co się wydarzyło, co mnie przeraziło. Wilk zauważył iż się obudziłam i mnie polizał na powitanie. Po chwili ktoś wszedł do pokoju... 
- Witaj, jak się czujesz? - spytał mężczyzna
- Witaj, dobrze,dziękuję. Gdzie ja jestem? - spytałam
https://lh3.googleusercontent.com/-Y8mc4OZ9Akc/WyU80mDQhGI/AAAAAAAAB5c/f2WXXmApTA8gTjWXOCMrmimfsqmU3dNWwCJoC/w530-h749-n/first_frost_by_sandara-dbwo4xs.jpgOdparł, że w jego kryjówce, a w mówiąc jaśniej w jaskini tego wilka... Wilk o imieniu Nox Sidus, co znaczy Nocna Gwiazda mnie tu przyniósł i czuwał nade mną. Nieznajomy wyjaśnił, że on należał do mojej matki. Unikał odpowiedzi na pytanie skąd znał moją mamę.  Odparł jedynie, że jestem w wielkim niebezpieczeństwie i chce mnie szkolić w opanowaniu tej mojej mocy. Wyjaśnił, że napastnicy chcą mojej krwi do rytuały i łuskopióra Dreiana, którego ostatnie jajo jest mi przeznaczone... Nieznajomy przyniósł mi to jajo i poprosił bym położyła swoją dłoń na nim... Wahałam się czy mu zaufać... Jednakże ciekawość wzięła górę i zrobiłam to! Z jaja wykluł się mały lub mała Dreiana! Była cała niebieska i wyglądała słodko! Wzięłam ją na ręce, a ona na mnie się spojrzała i wtedy to się stało... Zapadłam w kilkutygodniową śpiączkę... Miałam dziwne sny, które raz były miłe i przyjemne, a niektóre były przerażające i pełne krwi oraz bólu. Były to jedyne sny jakie wracały najczęściej w moim śnie... 
<Po kilku tygodniach>
Obudziłam się pewnego ranka, ale gdzie ja byłam? Nagle do pokoju wszedł jakiś chłopak o białych włosach i masce na twarzy... Podbiegł do mnie, lecz ja odsunęłam się od niego i chłodno na niego spojrzałam.
- Czego chcesz? Kim jesteś? Wyjdź z mojego pokoju! - wrzasnęłam rzucając kilka pytań na raz
Chłopak protestował, ale jakiś starzec kazał mu wyjść i zaczął ze mną rozmawiać. Kiedy ten chłopak się pojawił wpadłam w panikę... Miałam wrażenie, że go znałam, ale czułam iż zadał mi ból czymś lub jakimś uczynkiem, więc wolałam go unikać....  Nie pamiętam za bardzo, co się działo kilka miesięcy wcześniej... Makarov mówi, że to chwilowa amnezja po śpiączce i to minie... Dobrze by było, ale do tego czasu wolę unikać tego białowłosego chłopaka. Wróciłam do swojego mieszkania, ale najpierw ostrożnie się rozejrzałam czy jestem tu bezpieczna... Nic nie wskazywało na to by ktoś tu był oprócz mnie... Ucieszyło mnie to... Spojrzałam na swój brzuch i miałam tam dziwny znak.. Makarov mówił, że to znak gildii Sabertooth, do której należę. Fajnie. Po obejrzeniu każdego pomieszczenia poczułam po chwili jak coś wyłazi z moich włosów... Był to Dreian! Jego pamiętałam doskonale! Wzięłam go na ręce i ucałowałam w pyszczek. Jak mogę go nazwać?
- Będziesz się zwać Neranea - uśmiechnęłam się.
Spodobało jej się to imię, ale po chwili usłyszałam pukanie... Przełknęłam ślinę, wystraszona tym kim może być osoba.. Powoli otworzyłam drzwi, a w nich stanął ten białowłosy chłopak... Chciałam zamknąć instynktownie drzwi ze strachu, choć nie wiem czemu się go obawiałam i jak mnie zranił on...
- Zaczekaj Hope! - krzyknął do mnie
Skąd zna moje imię? Jednakże nie otworzyłam mu drzwi, nie ufałam mu. Po chwili usłyszałam jak odchodzi... Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam jak z oczu lecą mu łzy, gdy odchodził... Widać było, że stara się to ukryć by nikt nie widział tego... Cicho zamknęłam uchylone drzwi... Spojrzałam na Nere...
- Co mi się stało? - spytałam, głaszcząc ją..

<Iwo??? Hope ma amnezję ^^ Co robiłeś po tym jak zniknąłeś gdy pojawił Sting i przed krzykiem Hope ? Oraz jak ją znalazłeś i co robiłeś gdy zniknęła?? :) >
Ilość słów: 838

Od Iwo c.d: Hope


                                                       >poprzednie opowiadanie<

Zawisłem całkowicie nad nagą dziewczyną, Hope miała rumieńce na policzkach i patrzyła mi się prosto w oczy, nie patrz się w dół Iwo...nie patrz się....
No i  popatrzyłem, moje źrenice się powiększyły, zaraz nie dam rady się kontrolować...
Dziewczyna miała na prawdę idealne ciało, tylko czy ...ja jestem na to gotowy ?
Przygryzłem wargę nadal pożerając Hope wzrokiem.
Dziewczyna oddychała coraz szybciej...
Jasny szlag, nie dam rady...
Wciągnąłem powietrze do płuc i ...
Wpiłem się zachłannie w jej słodkie malinowe usta, oddała pocałunek, na co od razu go pogłębiłem. Nasze języki walczyły o dominację, niestety poczułem jej drobne rączki jak wplątują się w moją czuprynę i zaczynają bawić się moimi włosami.
Jęknąłem jej prosto w usta na co się uśmiechnęła zwycięsko nie chcąc być jej dłużny zacząłem błądzić swoimi dłońmi po całym jej ciele.
Popatrzyłem jej w oczy by sprawdzić czy na pewno chce, ale nic nie zobaczyłem oprócz pożądania.
Posłałem w jej stronę cwaniacki uśmieszek i zacząłem całować ją najpierw po szyi przy okazji przygryzając jego płatek na co dziewczyna wydała z siebie jęk, uśmiechnąłem się do siebie zadowolony. Sam ledwie co panowałem nad sobą, ta dziewczyna na prawdę na mnie źle działa.
Wszystko było by dobrze gdyby nie to że przed moimi oczami stanęła Shiju....
Zamarłem, zamknąłem oczy starając się opanować targające mną emocje, nie chce z nów przeżywać tego co wcześniej. Ne chce wspominać Jej...
Otworzyłem oczy ale zamiast Hope zobaczyłem Shiju...
Patrzyła na mnie uważnie a ja patrzyłem na nią skamieniały...
- Ja...przepraszam-i z tymi słowami szybko wstałem chwytając po drodze swoje spodnie i wbiegłem do salonu, gdy szybko ubrałem na siebie swoje ciuchy jak poparzony uciekłem z mieszkania.
Wcale nie chciałem żeby to tak się skończyło, teraz Hope uzna mnie za idiotę a co gorsza jeszcze nie będzie chciała mnie znać ?
Ja na prawdę coś do niej czuję, ale...
Wbiegłem do lasu i po jakiś dziesięciu minutach upadłem na kolana chwytając się rozpaczliwie za głowę. Nie chcę tego widzieć...nie chce jej widzieć...chce o tym zapomnieć...zapomnieć...

Wspomnienie z przed trzech lat:
- Shiju !-wolałem ale dziewczyny nigdzie nie było
Gdzie ona się podziała ? Przecież dobrze wie że o tej porze nie można już opuszczać obozowiska, mój Dziadek zawszę to powtarzał. 
Jest wiele niebezpiecznych zwierząt które mogą zaatakować nas z zaskoczenia...
- Shiju ! Shi ! -wołałem Dziewczynę ale cały czas odpowiadała mi cisza, złamaliśmy zasadę mojego dziadka  opuściliśmy obozowisko by mieć trochę prywatności...
Ale Dziewczyna miała oddalić się ode mnie tylko na chwilę a jej nie ma od dłuższego czasu, zaczynam na prawdę się zastanawiać czy aby na pewno nic jej nie jest. 
- IWO !-zawołała mnie
- Shi ?!-odpowiedziałem jej wołaniem 
- Iwo tutaj !-jej głos był przepełniony paniką 
Moje serce w jednej chwili zaczęło mocniej bić, dziewczynę nie łatwo przestraszyć...
Ruszyłem biegiem w stronę z kąt usłyszałem rozpaczliwe wołanie. 
Wypadłem z za wydm  i zobaczyłem zalaną łzami Shi, przed nią stała pustynna puma, pobladłem. Nie mam przy sobie nawet zwykłego sztyletu...
- Stój spokojnie....-poleciłem myśląc rozpaczliwie co robić 
Nie mam nic przy sobie by choć by zacząć się bronić a Puma jest na prawdę drażliwym zwierzęciem. Jeden ruch który jej się nie spodoba i cię atakuję. 
- I-iwo...-stała cała drżąc, doskonale wiedziała jakie to ryzyko
Myśl...myśl...
- Idę...-powiedziałem i spokojnie zacząłem iść w stronę pumy, niech się mną zajmie..w tedy Shi będzie miała czas na ucieczkę. 
Zwierze odwróciło łeb w moją stronę i z lśniącymi złowieszczo oczami przyglądało się to mi to Shi. 
Weź mnie...weź mnie...
Puma wydała ostrzegawcze warknięcie ale ja nadal przybliżałem się do nich, niech pomyśli że to ja chce ją zaatakować. 
Ale gdy wszystkie mięśnie w jej ciele się spięły do skoku zrozumiałem że zaatakuje dziewczynę, ruszyłem biegiem, muszę być pierwszy. 
Niestety zwierzę dobiegło zwinnie do przerażonej dziewczyny i przewróciło ją na ziemię. 
Po sekundzie własnoręcznie rzuciłem się na nią ale ta tylko machnęła łapą i odrzuciło mnie do tyłu. 
Wiecie jakie to jest uczucie widzieć śmierć swojej ukochanej osoby na własnych oczach ale nie możesz nic zrobić ? 
Nie ? 
Ja wiem, widziałem jak ją zabija a ja z powodu rozciętych pleców nie miałem siły się ruszyć, mogłem tylko leżeć i patrzeć jak to zwierze zabija mnie razem z nią....
Ona prze mnie nie żyje... gdybym w tedy nie namówił jej do nocnego spaceru, by żyła

Teraźniejszość:

Siedziałem oparty o drzewo i chowałem twarz w dłoniach, kim ja jestem jak nawet nie potrafię poradzić sobie ze sobą ? A teraz gdy poczułem coś do Hope zniszczyłem to pozostawiając ją samą...
Pewnie mnie znienawidzi...
Po moich policzkach płynęły łzy, nawet nie czułem zimna...
W pewnym momencie po czułem czyjąś ciepłą dłoń na moim ramieniu, podniosłem wzrok i zobaczyłem Hope...

Hope ?

                                                              Ilość słów: 771

> Tylko mnie nie zabij :> Mam nadzieję że Hope jednak się nie zezłości...<
Szablon