Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fūka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fūka. Pokaż wszystkie posty

13 sty 2019

Od Fūki CD Serafin


 Fūka była przyzwyczajona do przytłaczającego zapachu wywarów. Codzienne otwieranie sklepu i przesiadywanie w nim połowę swojego dnia zahartowało ją wystarczająco, dzięki czemu wtykanie nosa w to nowe wywary, do których dorzucała inne, niezachęcające składniki, było błahostką. Dlatego kiedy dostała się do wnętrza, z lekka mrocznie wystrojonego sklepu, jej twarz dalej została w stoickim spokoju, przydzieliła każdemu pomocniku odpowiednią robotę i przeszła się po zapleczu, aby znaleźć braki w składnikach. Przygryzała nieznacznie polik od środka, przyglądając się wypełnionymi w różnych stopniach słoikom, marszcząc twarz w grymasie, kiedy zobaczyła braki w rogach chimery i jadzie węża
 - Coś wymyślę - uznała, zostawiając przy danych składnikach kartkę z napisem "DO UZUPEŁNIENIA".
 Każdy wchodzący klient prosił o jakieś drobnostki - to siostra zachorowała, więc potrzebuje czegoś na gardło, jakby sklepik Fūki był jakąś przeklętą apteką; to ktoś zapragnął lekkiej pomocy w uśpieniu kogoś na krótki okres czasu. Nic, co było Fūce obce. Bardziej czekała na klientów, którzy wcześniej składali zamówienia. Były to przynajmniej ciekawe wywary, mające intrygujące efekty i ci przynajmniej nie zadawali pytań - wchodzili, płacili, odbierali zamówienie i tyle. A Fūka o nic więcej nie mogłaby prosić, czasami nawet nie wychodziły do wymiany zdań, tylko do krótkiego "Jestem po to i to", nic więcej.
 Sklep nie grzeszył dużą ilością klientów, ale do tego była przyzwyczajona. Przynajmniej z zagubionych mieszkańców chętni zmienili się na członków Mrocznych Gildii lub ludzi, którzy mieli w tym jakiś mroczniejszy interes niż drobna zabawa czy psikus na znajomym. Ci przynajmniej mniej się cackali niż upierdliwi nastolatkowie, którzy więcej mówili niż kupowali, a nie na tym polegało działanie Fūki jak chodziło o sprzedawanie - wolała bezpośredniość, nie próbowała nawet w targowanie. Była jedna ustalona cena - albo ona ci pasuje i bierzesz, albo nie i wychodzisz poza jej cztery ściany.
 Nie wzruszyło jej przybycie kolejnego klienta, dalej była pogrążona śledzeniem każdego wzrokiem jako ambitne zajęcie oraz zabawianie się jednym z pomocników, który akurat przypałętał jej się pod nogi. Czekała po prostu aż zakapturzona postać podejdzie do niej z wybranym produktem i tyle. Jednak nie spodziewała się, że po zamówienie dla Tartarusa przyjdzie ktoś inny niż sam Mard Geer. Przynajmniej najczęściej on się zjawiał. Jednak bez skrupułów sięgnęła po zamówienie, podając je mężczyźnie. Wyczekująco przyglądała się, spodziewając się szybkiego rzucenia pieniędzy na ladę i zniknięcia białowłosego, ale do tego nie doszło. Dostała za to pytanie o zapłatę. Myślała, że ten dostał jakieś informacje, lecz najwidoczniej tak nie było. Mruknęła jedynie w odpowiedzi, postanawiając wykorzystać daną sytuację
 - Cztery rogi chimerze i dwa słoiki trucizny węża. Wtedy dostaniesz zamówienie - mówiąc to, jeden z rogaczy gładko zabrał poirytowanemu mężczyźnie worek z ręki, wrzucając go z powrotem w dłonie Fūki, który schowała pod ladę a inny, z trudem, postawił dwa litrowe słoiki naprzeciw członka Tartarusa.
 - Żartujesz sobie? Podaj jakąś kwotę i daj mi ten worek - puściła komentarz koło uszu, obsługując klienta zaraz obok białowłosego.
 Wierzyła w głębi serca, że uda jej się go przekonać - to nie jej się dostanie, jeśli trucizna nie zostanie dostarczona. Ma ją zaraz obok siebie, nie udowodnią, że to ona zawaliła i chciała wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść.
 Skutecznie więc nie zwracała uwagi na mężczyznę, który bardzo powoli był wyganiany za drzwi przez gromadkę sługusów, każdy doczepiony do innej części ubioru, a sama zamykając wcześniej tajne zamówienia zajęła się wskazaniem gdzie co jest niecierpliwym klientom, którzy byli niezwykle zagubieni w prostym rozkładzie wywarów i trucizn
 - Nie dało się ułożyć tego logiczniej? Na przykład alfabetycznie?
 - Jest alfabetycznie - odparła na skargę, wskazując palcem na znaki przy każdej półce, które wskazywały w jakim dziale akurat się przebywa. Podała zrzędliwej kobiecie buteleczkę wypełnioną czarnym płynem z perlistym, niebieskim prześwitem.
 Po zajęciu się paroma, mniej wymagającymi klientami, zerknęła w końcu w kierunku zakapturzonego i podniosła się ze swojego miejsca, w celu powtórzenia swoich wymogów
 - Wróć z rogami i trucizną - skwitowała i zamknęła drzwi od sklepu za sobą, wybierając, aby robić to samo co wcześniej - ignorować potencjalny sprzeciw.
Serafin?
ilość słów: 637

8 sty 2019

Mag - Fūka Goya

I had a dream when I was young,
A dream of sweet illusion.

Fūka Goya
Wiek: 22 lata
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna
Związek: Nawet gdyby była w kimś zakochana, byłaby zbytnio zajęta swoją drugorzędną pracą w sklepie z różnymi warzonymi wywarami, posiadających przeróżne właściwości, aby skupić się na tym skupić.
Gildia: Lamia Scale
Znak gildii: Jej znak Gildii znajduję się między piersiami, równo na linii, będący w jaskrawym, czerwonym kolorze.
Doświadczenie: Początkująca
~ ilość punktów: 0.
Typ magii: Maguilty Sense oraz Magia Seidhr
Ilość klejnotów: 15.000
Sterujący: howrse - seapolyp; discord - seapolyp#0014
Charakter
Fūka nie przepada za wyróżnianiem się w tłumie, przez co w każdej sytuacji, w której występuje większe zgromadzenie, kobieta jest zwykle cicho i przesiaduje przy barze, pozwalając sobie jedynie na dwa słowa "Kolejne poproszę". W każdej sytuacji ogranicza się do jak najkrótszych wypowiedzi, co sprawia, że wychodzi na zimną, lecz nie przeszkadza jej to. Ludzie zadają wtedy mniej pytań, wolą sami przejść od razu do sedna, aby skrócić tę przyjemną pogawędkę jeszcze bardziej. Pewnie dlatego nie może pochwalić się dużą liczbą klientów, ponieważ mimo dobrej jakości wywarów, niewiele ludzi chce kupować coś od maga który nawet nie stara zachęcać a ciepłym podejściem nie grzeszy. Nawet będąc razem z członkami Lamia Scale jej zachowanie zostaje niezmienne, zdarzy jej się uśmiechnąć częściej. Dopiero pod wpływem alkoholu jest szansa wydusić z niej złożone zdania, choć nie zmienia się diametralnie po wypiciu procentów. Wydaje się bardziej odcięta od świata i zabawia się małymi istotami, których używa w Magii Seidhr. Dba o nich, jak o mało kogo, lecz po dłuższym pobycie w barze można spotkać ją pusto wpatrującą się w rogatego "bobasa", obracając nim w powietrzu. Ciężko wytrącić ją z równowagi, po latach siedzenia w ciszy i to sobie wyrobiła. Namieszanie jej w głowie nie jest najprostszą rzeczą do zrobienia, z czego jest akurat dumna. Ma wrażenie, jakby jej odporność wzrosła. Nie da rady jej przekupić jakimiś tanimi prośbami i często kieruje się myślą "Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę", przez co również irytuje niejednego mieszkańca miasta Margaret. Nie twierdzi od razu, że ktoś kłamie, ale często zostaje to w ten sposób odbierane i nieraz Fūka się przejechała na takim nastawieniu, choć nie zamierza go zmieniać. Jej nastawienie co do zła różni się od jej ojca. W przeciwieństwie do niego, nie jest aż taką wielką przeciwniczką. Uważa, że każdy ma do czegoś powody i zarazem rzadko angażuje się w działanie Mrocznych Gildii, kiedy ich postępowanie jej nie dotyczy. Może stanąć przeciwko nim w walce, z kamienną twarzą nacierając na przeciwnika, ale zarazem byłaby zdolna do spędzenia czasu z kimś takim, nie zwracając uwagi na to, jaki faktycznie ma cel. Nikt nie jest pewien czy to jej prawdziwe nastawienie, czy chce zwyczajnie doprowadzić ojca do szału.
Towarzysz
Nie posiada żadnego i nie ma w planach. Wystarczy jej opieka nad diabełkami, które uważa za swoich podopiecznych i nie widzi sensu w przygarnięciu do siebie jeszcze czegoś, a dokładniej zwierzęcia. Nic do nich nie ma, choć jednym z jej lęków są akurat przeróżne odmiany węży. Dlatego jej podróże po składniki, które są czerpane z tych gadów nie należą do najprzyjemniejszych i jak ma okazję, to wysyła po nie kogoś innego lub prosi, aby zagarnął je przy okazji.
Historia
Mogłoby się wydawać, że życie Fūki od początku powinno być proste. Córka przewodniczącego Rady Magii - Gran Domy nie wydawała się osobą, która wpadałaby w kłopoty a nawet jeśli, to rodzic zrobiłby wszystko, aby to zamaskować. Nie w tym przypadku. Jej wiedza o mamie była znikoma - wiedziała, że to ona dała pod jej opiekę dziwne istoty, których przez dłuższy czas w ogóle nie rozumiała, i że odziedziczyła po matce nazwisko. Nic więcej. Fūka od początku nie miała wybitnych relacji z ojcem, choć na początku starała się podporządkować jego ostrym zasadom. Nie przepadała za tym, lecz często uczestniczyła w roboczych sprawach ojca, mając możliwość zagłębienia się w sprawy związane z Radą. Chwilami wydawało jej się to wszystko ciekawe, innymi już nie. Odbierała wrażenie, że niektórzy działają niesprawiedliwie, a jej rodzic nie zwraca na to uwagi, aby kierować się swoim sposobem myślenia - wytępić całe zło. Nieważne w jaki sposób.
Wystarczyło jednak wyjść z siedziby Rady i przypadkiem wpaść na magów z Lamia Scale. Dzięki jej cichej naturze, niezauważona mogła się przyglądać poczynaniom grupy. Zafascynowało ją to, jak funkcjonują, co różniło się od postępowania jej ojca a co najważniejsze, widziała, że są sobie bliscy. Coś, czego w jej kontaktach z ojcem brakowało. Nic nie mówiąc wróciła do siedziby tylko po to, aby pozabierać wszystko, co było jej potrzebne oraz mogło przydać się w przyszłości i pod nieuwagą jej taty poszła do Lamia Scale, gdzie po paru próbach udało się jej dołączyć w szeregi Gildii.
Liczenie na to, że Gran Doma się tym nie zainteresuje było bez sensu. Wiedziała o tym, lecz i tak ukrywała swoje korzenie przed większością członków, wierząc w głębi serca, że jak dojdzie do konfrontacji z przewodniczącym, to będzie tam tylko ona i Gran. Doszło do paru spotkań między nią a ojcem, jednak oboje unikali tematu. Fūka ma świadomość, że mężczyzna może wybuchnąć, kiedy ta stanie mocniej na jego odcisk - Mroczne Gildie. Jednak na dany moment oboje trzymają się na dystans - Fūka nie zjawiła się w siedzibie Rady od dwóch lat, Gran Doma nie integruje w jej życie w Gildii.